Goście od początku spotkania uzyskali sporą przewagę, którą w pierwszej połowie udokumentowali trzema golami. - Emmanuel Sarki w 17 minucie dograł do Pawła Marchewki, który płaskim strzałem z 16 metra zapewnił nam prowadzenie – mówi trener MKS Myszków Marcin Domagała. - W 40 minucie wynik podwyższył Eryk Krupa, wykonując rzut wolny z 24 metra. Posłał piłkę nad murem i mimo interwencji bramkarza trafił w okienko. 3 minuty później znowu Paweł Marchewka, tym razem finalizując zespołową akcję, po podaniu Marcina Kowalskiego, w sytuacji sam na sam z bramkarzem strzelił obok niego i ustalił wynik meczu.

Wprawdzie po przerwie przewaga myszkowian nadal była wyraźna, ale po zmianach dokonanych w przerwie przez trenera Marcina Domagałę zabrakło egzekutora.

- Trzy zmiany w przerwie i trzy w trakcie drugiej połowy to były planowane roszady – dodaje Marcin Domagała. - Wprawdzie zacięła się nam skuteczność, ale sama gra nadal była pod nasze dyktando aż do momentu, w którym sędzia, widząc, że nadciąga burza, zakończył mecz. Zdążyliśmy uciec do szatni, w której godzinę czekaliśmy aż nawałnica minie. Mieliśmy więc okazję poznać wyniki pozostałych meczów pucharowych i żałuję, że w kolejnej fazie rozgrywek nie trafimy na Ruch Chorzów. Liczyłem bowiem na spotkanie na boisku z trener chorzowian Łukaszem Beretą. Ale skoro nie ma Ruchu to weźmiemy co los da.

 
źródło: Slzpn.pl foto: MKS Myszków Facebook

Użytkownicy ponoszą całkowitą odpowiedzialność za wprowadzane przez siebie treści KOMENTARZY jak i szkody powstałe w wyniku ich zachowania.