PIERWSZA POŁOWA DO ZAPOMNIENIA, DRUGA ROZKRĘCAŁA SIĘ
Pierwszej połowy meczu Warty z Unią możemy wspomnieć tylko o kilu wydarzeniach jakie miały miejsce na boisku i nie były to okazje do zdobycia bramki bowiem tych było jak na lekarstwo. Stwarzane okazje przez obie strony nie dawały efektu czyli było zero do zera po pierwszych 45 minutach. Jednak od pierwszej minuty szansę dostali Dawid Wrona oraz Fabian Klama którzy zastąpili Dominika Chmielewskiego oraz Neisona. 19 minuta meczu Fabian Klama ukarany żółtą kartką jak się później okazuje jedyna kartka w tym meczu, kwadrans później Fabian Klama wędruje pod prysznic jednak nie z powodu drugiej żółtej kartki jednak jego miejsce zajmuje Neison. Zmiana spotyka się z dezaprobatą zawodnika i wysoce niezadowolony opuszcza boisko i wędruje do budynku. Neison dostaje okazję aby zmienić obraz gry, ten jednak ulegnie zmianie około 60 minuty kiedy to w zamieszaniu piłkę wyłoży Jarnotowi Mąka a ten wpakuje ją do siatki.

Dziesięć minut później prostopadłe zagranie zawodnika gości w pole karne Warty Zawiercie w polu karnym interweniuje Maścibrzuch. Nie zdążył do futbolówki tak aby ją załapać jednak w piątce rękami wybija futbolówkę z pod nóg zawodnika Unii również w tym samym momencie przewraca się zawodnik gości. Interweniując zahacza go o nogi, sędzia liniowy skupiony był chyba na czymś innym a główny tego nie widział. Gwizdek milczy rzutu karnego nie ma goście protestują, arbiter nakazuje grać dalej. Chwilę później strzał po długim rogu bramki Rafał Maścibrzuch w pełni rehabilituje się za poprzednią interwencję wybijając piłkę.

Końcówka mogła być nerwowo jeden zero jednak tutaj ogromne słowa uznania należą się dla Norberta Bębenka bowiem pomimo upływu minut nie odpuszczał czego efektem była druga bramka kiedy przycisnął obrońce Unii a ten popełnił błąd. Do tego zimna krew bo gdy znalazł się sam na sam z dobrze dysponowanym Weberm „zapytał go” tylko w który róg i tam posłał piłkę ku uciesze zgromadzonych kibiców.

Warta Zawiercie wyczuła, że rywal niczym na ringu bokserski ledwo stoi na nogach i chciała dobić przeciwnika do końca atakowała. Asa wpada w pole karne zostaje „wycięty” równo z murawą uderzenie w jego nogo było słychać na całym stadionie. Pozostało już tylko frywolność dokonać czyli zamienić jedenastkę na bramkę.
 
REZERWY ZNÓW ZGUBIŁY PUNKTY
Każdy trener Ekstraklasowego klubu chce mieć rezerwy, przynajmniej na III ligowym poziomie. W Rakowie w poprzednim sezonie postanowiono, aby ograną już w IV lidze młodzież wzmocnić zawodnikami, w przeszłości związanymi z tą drużyną, którzy grę w rezerwach łączą z trenowaniem młodych adeptów. Stąd w protokole i na murawie takie nazwiska jak Lenartowski, Oziębała czy Mizgała. Plany planami, ale można było przewidzieć, że gospodarze z Siewierza również będą zainteresowani trzema punktami, zwłaszcza, że tydzień temu przywieźli bardzo cenne punkty z Kamyka. Trener Sobczak miał jednak o wiele większy ból głowy, ponieważ na sobotę zabrakło nawet w roli zmienników m.in. Stajera, Krzosa, Bajora, Pałygi i Morysa. U gości rzucał się w oczy brak młodszego z duetu Mizgałów stopera Michała oraz Roberta Brzęczka.

Rezerwy Rakowa Częstochowa miały większe posiadanie piłki natomiast Przemsza Siewierz miała lepsze sytuacje do strzelenia bramki. W pierwszej połowie po strzałach Zająca i Burczyka Raków uratował bramkarz Najlepszą gospodarze mieli w 43.minucie, jednak kapitalną interwencją popisał się Kacper Trelowski  który obronił kąśliwy strzał przy słupku jednego z rywali. W drugiej  Przemsza miała następne bardzo dobre okazje do strzelenia gola w tym ta Sobczyka. Rezerwy Rakowa w tym spotkaniu też miały kilka bardzo dobrych sytuacji do zdobycia bramek, jednak w szeregach brakowało skuteczności i precyzji albo na posterunku stał golkiper Przemszy Michał Borecki. Częstochowianie z dużą determinacją dążyli do wywiezienia trzech oczek, jednak ta sztuka naszym zawodnikom się ostatecznie nie udała.

NIWKA ZAGRAŁA DLA DARKA WRONY – CKS CZELADŹ WYGRAŁO DWA ZERO
Mecze między tymi drużynami zawsze wzbudzały emocje, obojętnie na jakich miejscach znajdowały się obie drużyny. Gospodarze przystąpili do tego meczu bez swojego mózgu, czyli Mariusza Muszalika, natomiast goście bez swojej lokomotywy napędzającej niwecki pociąg Mariusza Korepty. Na boisku jednak tych braków widać nie było, bo zastępcy godnie zastąpili swoich nieobecnych kolegów. Co ważne, obie ekipy grały w piłkę i nie było złośliwości. Gospodarze wygrali to spotkanie 2:0. Można powiedzieć wymęczone zwycięstwo, ale nie dlatego, że po słabej grze, tylko dlatego, że rywal nie pozwolił na wiele. Nie jest sztuką wygrać ze słabeuszem, ale sztuką jest wygrać jak nie idzie, albo jak rywal jest dobry. Tak tez było i w tym meczu. A Niwka? Po meczu jej trener Grzegorz Strzelec miał bardzo nietęgą minę po porażce, ale czasem panie trenerze się przegrywa, jednak w myśl przysłowia zwycięzcą jest ten co walczy. Niwka walczyła...  

Ostatnimi czasy CKS Czeladź przyzwyczaił nas do hokejowych wyników więc dwa do zera to skromny wynik.  Gospodarze czyli CKS Czeladź dopięli celu w końcówce pierwszej połowy, a dokładniej zrobił to w 41 minucie Gajda i na przerwę obie drużyny schodziły przy wyniku 1:0.  Ochotę na wyrównanie odebrał gościom w 80 minucie Lenard, który podwyższył wynik na 2:0. Obiektywnie trzeba przyznać, że mimo wyrównanej gry w sytuacjach bramkowych lepsi byli gospodarze i zasłużenie wygrali to spotkanie.
Kibice gości kilka razy krzyczeli imię i nazwisko osoby bardzo związanej z ich klubem Darka Wrony, który z powodów zdrowotnych nie może (mamy nadzieję, że chwilowo!) uczestniczyć w życiu klubowym. Wywiesili również transparent z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.

PORĘBA PNIE SIĘ W GÓRĘ TABELI
Po wysokiej porażce przed własną publicznością ze Skalniakiem Kroczyce zero do sześciu podopieczni Krzysztofa Kowalskiego wygrali kolejne trzy mecze tracąc zaledwie dwie bramki jednak ostatnie wyjazdowe spotkanie z Jednością Strzemieszyce pozostawiło niesmak gospodarzom Poręba wygrała dwa do zera oba trafienia autorstwa Damiana Kocota. Wynik końcowy to zero do dwóch jednak arbiter tego spotkania nie uznał dwóch bramek strzelonych przed gospodarzy. Sami zobaczycie na materiale poniżej, pierwszą bramkę ciężko z tego materiału ocenić natomiast druga sytuacja gol został dobyty prawidłowo i spalonego nie było błąd popełnił arbiter liniowy.

źródło: LokalnaPilka.pl / Facebook Jedność Strzyżowice / własne
foto:
Wojciech Rejdych - Jedność Strzyżowice

FutbolJuraTV