17-letni Daniel Warzycki okazał się ojcem zwycięstwa Unii Dąbrowa Górnicza w meczu finału Pucharu Polski na szczeblu Podokręgu Sosnowiec. Trenerzy biało-niebieskich Dariusz Klacza i Wojciech Białek zdecydowali, że wychowanek klubu, wejdzie na boisko od początku drugiej połowy i te 45 minut z doliczonym czasem gry, wykreowały juniora urodzonego 21 października 2002 roku, na bohatera spotkania.

- Wychodziłem na boisko, żeby utrzymać piłkę w środku boiska - mówi Daniel Warzycki. - Miałem tam szukać  miejsca w lukach między liniami i dać możliwość naszej drużynie pogrania w tej strefie, bo pod naszą bramką robiło się coraz bardziej nerwowo. O strzelaniu goli nie było mowy, ale skoro nadarzyła się okazja... Ta pierwsza bramka padła dość szczęśliwie, bo po walce o górną piłkę w polu karnym Szczakowianki, nasz prawy obrońca Łukasz Kowalczyk zgrał mi na strzał. Uderzyłem lewą nogą, a dokładniej szpicem, bo ledwo co, na wykroku, sięgnąłem piłki, ale najważniejsze, że trafiła do siatki.

Daniel Warzycki został też przez kapitana drużyny Krzysztofa Bąka oddelegowany do wykonywania rzutu karnego w ostatniej minucie doliczonego czasu gry i postawił pieczęć na zwycięstwie.

- Nie denerwowałem się, bo było już 2:0, a karny był w ostatnich sekundach - dodaje Daniel Warzycki. - Nasz kapitan, który był jako pierwszy wyznaczony do wykonywania rzutu karnego, swoje zadanie wykonał w 75 minucie, podwyższając nasze prowadzenie. Dlatego gdy Oliwier Maślanka wywalczył drugiego karnego Krzysztof Bąk zapytał, który z młodych chce strzelać. Zgłosiłem się i wziąłem to na siebie, bo bardzo chciałem trafić. Strzeliłem i cieszę się z dwóch goli, ale nie mogę powiedzieć, że to był mój najlepszy mecz w życiu. Z samej gry nie byłem zadowolony. Najlepszy miałem w tamtym sezonie w lidze, gdy graliśmy z RKS Grodziec na ich boisku. Nie udało się nam go wygrać, bo był remis 2:2, ale wyciągnęliśmy ze stanu 0:2, a ja do dobrej gry dorzuciłem gola w ostatnich sekundach.

Daniel Warzycki jest wychowankiem MUKP Dąbrowa Górnicza, czyli szkółki przeniesionej do Unii. Junior w konfrontacji z zawodnikami mającymi za sobą występy w ekstraklasie pokazał jednak, że "młodość ma swoje prawa".

- Trenerem, któremu najwięcej zawdzięczam jest Dawid Szwarga, który pracował z nami, a teraz jest w GKS-ie Katowice, jako drugi trener - wyjaśnia Daniel Warzycki. - On mnie przesunął z pozycji defensywnego środkowego pomocnika, czyli "szóstki", na bardziej ofensywną grę "ósemki" i to dzięki temu mam większe pole do popisu w grze ofensywnej. Staram się z każdego meczu wyciągać jak najwięcej, a w spotkaniu ze Szczakowianką mogłem walczyć ze znanymi z boisk ekstraklasy Marcinem Drzymontem czy Pawłem Cygnarem. Można się od nich wiele nauczyć. Szczególnie blisko byłem Cygnara, który gra bardzo wysoko na "dziesiątce" więc musiałem się poruszać w jego strefie. Była okazja podpatrzeć jak się zachowuje, jak szuka przestrzeni w środku, jak sobie potrafi wypracować sytuację. Teraz to wszystko trzeba przenieść do swojej gry. Jesteśmy w treningu od czasu gdy można było wrócić na boiska. Przerwy było za dużo więc już nie przewidujemy urlopów od piłki. Dlatego cieszymy się, że awansowaliśmy do rozgrywek o Puchar Polski na szczeblu Śląskiego Związku Piłki Nożnej i przygotowujemy się do gry w IV lidze.

Zarząd klubu wraz ze sztabem trenerskim i zawodnikami chciał zadedykować puchar podokręgu Sosnowiec śp. Jerzemu Gęgotkowi. Dzięki temu będziemy mogli na zawsze uwiecznić pamięć o wspaniałej osobie jaką był.

źródło: slzpn.pl / facebook.com/ksuniadabrowagornicza/
foto: 
facebook.com/ksuniadabrowagornicza/ - Adam Tryba

FutbolJuraTV