Tuż po meczu do grającego trenera LKS-u Goczałkowice podszedł wiceprezes goczałkowickiego klubu Kazimierz Piszczek z telefonem, z ekranu którego Łukasz Piszczek gratulował swojej drużynie awansu do III ligi. W telefonie Kazimierza Piszczka było widać i słychać Łukasza Piszczka, który z lampką szampana w ręku krzyczał: "Brawo trener! Twoje zdrowie! Mamy to!"

 - Chłopcy na to zapracowali - stwierdził Damian Baron. - Wielki szacunek dla tego zespołu, który w tym ciężkim dla wszystkich okresie, trenował ile się tylko dało i teraz jest tego efekt. Drużyna się cieszy i ten dzień na długo zostanie w pamięci goczałkowiczan. Trzeba jednak podkreślić, że w meczu o awans spotkały się dwie bardzo wyrównane drużyny. Szombierki w swojej grupie IV zajęły pierwsze miejsce z dorobkiem 33 punktów i bilansem bramkowym 32:19, a my w grupie II mieliśmy 31 punktów i bilans 27:17. Nic więc dziwnego, że to był wyrównany mecz. Tego żeśmy się spodziewali, choć tak naprawdę żadna z drużyn nie mogła być tak naprawdę pewna co sama zaprezentuje, a tym bardziej jak zagra przeciwnik. Żaden zespół nie chciał się więc otworzyć. Dlatego na początku gdy Szombierki "pressowały" bardzo dobrze mecz był wyrównany, ale w drugiej połowie, poza strzałem Moritza, który opieczętował słupek, mieliśmy przewagę. Nie udało się jej udokumentować golem, ale w dogrywce nasza konsekwencja doprowadziła nas do celu.

LKS Goczałkowice w roku jubileuszu 60-lecia klubu wykonał historyczny krok. Dla kibiców, którzy przez lata emocjonowali się meczami w klasie A awans do III ligi stał się wydarzeniem, które zostało osiągnięte dzięki współpracy i szerokiej grupie mocno zaangażowanych ludzi.

- Mieliśmy taki plan na ten mecz, żeby wykorzystać cały nasz potencjał - dodał Damian Baron. - Dlatego dokonaliśmy sześciu zmian, bo mamy równorzędny zespół. Każdemu zawodnikowi należą się takie same podziękowania za ten sukces drużyny. Bez rezerwy, koniecznie w cudzysłowie rezerwy, nie byłoby tego awansu. Każdy wychodzący w jedenastce i wchodzący do gry w trakcie meczu dołożył cegiełkę, dzięki czemu zbudowaliśmy zespół na III ligę. Myślimy już o niej, bo po tygodniu przerwy zaczniemy już przygotowania do gry na wyższym szczeblu. Cieszymy się z tego i spróbujemy, bo jest to dla nas na pewno fajna przygoda.

W telefonie Kazimierza Piszczka było widać i słychać Łukasza Piszczka, który z lampką szampana w ręku krzyczał: "Brawo trener! Twoje zdrowie! Mamy to!"

Piotr ĆWIELONG: Mamy w zespole chłopców,
którzy grają od A-klasy


- Łukasz świętował podwójnie, bo po zwycięstwie w wyjazdowym meczu z RB Lipsk, jego Borussia Dortmund przypieczętowała wicemistrzostwo Niemiec, a także jego LKS Goczałkowice świętował sukces - powiedział Damian Baron. - Cieszymy się wspólnie. Cały czas się kontaktujemy i żyje naszym zespołem. Najpierw miał swoją robotę do zrobienia, a gdy ją wykonał, to po 90 minutach spędzonych na boisku w Lipsku kolejne 120 minut przesiedział przed ekranem. Na bieżąco śledził nasz mecz i przesyłał wskazówki. Pomógł tak jak zawsze i chwała mu za to. Chwała także zawodnikom, którzy wykorzystali te podpowiedzi. Piotrek Ćwielong, który ma w swoim życiorysie piłkarskim trzy tytuły mistrza Polski i występ w reprezentacji narodowej wziął na siebie odpowiedzialność za wykonanie rzutu wolnego, który otworzył nam drogę do zwycięstwa. Zawsze wyznaczonych jest dwóch-trzech zawodników, a strzela ten, który najlepiej się czuje. "Pepe", mając piłkę na 17 metrze wiedział, że jeżeli trafi w bramkę to bramkarz nie będzie miał czasu na reakcję. Strzelił tak jak trzeba i brawo. Jego doświadczenie boiskowe wzięło górę. Po to jest w tej drużynie, tak samo jak Łukasz Hanzel, który ma 172 występów w ekstraklasie. Mają ciągnąć ten zespół i dodawać pewności właśnie w takich chwilach, stawiając kropkę nad "i".

Awans do III ligi oznacza, że LKS Goczałkowice już niebawem rozpocznie grę na szczeblu, na którym jeszcze nigdy nie występował.

- Praktycznie zespół jest gotowy na grę w III lidze - zapewnił Damian Baron. - Będziemy jeszcze szukać jakiegoś młodzieżowca, bo chcemy mieć na tych "młodzieżowych" pozycjach rywalizację, ale to co już mamy to na pewno nasz fundament. Zobaczymy co się wydarzy w najbliższym tygodniu, czy ktoś zgłosi chęć odejścia, czy ktoś zadeklaruje chęć przyjścia, bo dopiero teraz możemy powiedzieć o co przyjdzie nam grać w przyszłym sezonie. Ja też jestem wśród tych zawodników, na których liczę jako trener. Chciałbym spróbować. Zobaczymy czy się uda. W meczu barażowym wyszedłem w jedenastce i dałem ile mogłem, ale gdy poczułem skurcze pod koniec drugiej połowy to dokonałem zmiany. Praca na pewno nie pomaga w uprawianiu sportu na takim poziomie, ale właśnie dlatego jest w kadrze Piotrek Maroszek, który wszedł i dał bardzo dobrą zmianę. Mamy trójkę stoperów, którzy mogą się wymieniać i dwójka środkowych filarów obrony zdała egzamin i mam nadzieję, że w III lidze także będziemy skutecznie funkcjonować.

źródło: slzpn.pl
foto:
Facebook - LKS Goczałkowice Zdrój

FutbolJuraTV