W 14. kolejce IV ligi podjęliśmy lidera tabeli, Unię Kosztowy. Niestety, podobnie jak w zeszłym roku nie zdołaliśmy zdobyć w starciu z mysłowiczanami choć jednego punktu. Ale mimo że przegraliśmy ze śląską drużyną 1:2, naszym graczom należą się słowa uznania.
 
Z postawy naszego zespołu jestem bardzo zadowolony, nawet dumny, bo jak od piętnastej minuty graliśmy w dziesięciu, to walczyliśmy do końca, do upadłego, do ostatniej minuty, sekundy nawet, do ostatniej piłki. Szliśmy za każdą piłką do końca. Sytuacji mieliśmy mnóstwo do strzelenia bramki. To nie wyglądało tak, że graliśmy w dziesięciu i nie mieliśmy sytuacji. Mieliśmy sytuacje – mówił tuż po meczu Karol Tomczyk. - Nie chcę nawiązywać do tego, że jedna osoba z gwizdkiem cały mecz po prostu robiła nam pod górkę. Cóż mogę powiedzieć? Czuję zawód, bo zostawiliśmy kawał serducha na boisku – dodał.
Niewątpliwie wpływ na porażkę z Unią miało ukaranie Dawida Wojtyry czerwoną kartką już w 12. minucie meczu za niebezpieczny atak na rywala. Od tej pory musieliśmy sobie radzić w dziesięciu.
Nie dość, że sytuacja z Dawidem była niesłuszna, to wiele innych sytuacji było kontrowersyjnych - tak łagodnie to powiem, bo sędziowanie w jedną stronę to nie jest nic przyjemnego, tym bardziej dla drużyny, która ma właśnie pod górkę – żalił obrońca.
Porażka z Unią to druga przegrana z rzędu. Jako że nasi gracze byli w sobotę najzwyczajniej w świecie wściekli, tym bardziej interesująca wydaje się kwestia ich ducha bojowego.

Znając swój zespół, kolegów, to wiem, że o ile dzisiaj zostawiliśmy serducho na boisku, to w następnym meczu zostawimy po prostu wszystko, żeby wywieźć trzy punkty. Jak dzisiaj wyglądało to nawet w dziesięciu, tak w następnym meczu będziemy zapierniczać jak o życie po prostu –
powiedział po przegranym meczu dwa do jednego z Unią Kosztowy zawodnik Znicza Kłobuck Karol Tomczyk.
 

źródło: facebook.com/MLKS-Znicz-Kłobuck
foto:
facebook.com/MLKS-Znicz-Kłobuck

FutbolJuraTV